Tydzień IV (Part I) – Wołga – rzeka a może morze?

Nocleg u bardzo miłych dziewczyn w Saratowie to już historia. Ale nie koniec przygód. Następnego dnia ląduję nad rzeką, razem z dwójką Rosjan. Ahhh. Co to było za spotkanie!

 

Dzień 22 (09.08.2018r.)

Wstaję dopiero o 7.30. Spało się elegancko. Cały sprzęt podładowany. Wrzucam film na YT. Potem jeszcze dokładna analiza dalszej trasy. Wszystko idzie jak należy 😉

Dodanie postów w social media też chwilkę zajmuje. O 9.30 Alina woła mnie na śniadanie. Zrobiła pyszną jajecznicę z pomidorami. Do tego herbata i krótka pogawędka. Równo o 10.00 jestem gotów i opuszczam bardzo fajne lokum 🙂 Zniesienie wszystkiego z 3-go piętra chwilę zajmuje, ale w końcu sukces. Pożegnanie i ruszamy każdy w swoją stronę.

Ona z psem na spacer, ja do sklepu MAGNIT na zakupy. Biorę coś do picia oraz 3 kołaczyki na przekąskę. Ruszam zwiedzać Saratów.

Na początek główny plac w mieście z pomnikiem Lenina. Jakeś budynki administracji, banki oraz park. Do tego pomnik poświęcony walką podczas I Wojny Śwatowej.

Tam spotykam Rosjanina, który na chwilę mnie zagaduje i mówi co warto tutaj zobaczyć.

Dobra, ruszam na następny punkt – Park Pobiedy. Jadę jakimiś skrótami. Pakuję się pod stromy podjazd a potem nawet schody.

Trochę się namęczyłem wpychaniem tej 60kg maszyny na sam szczyt góry. Ale było warto! Czeka tam na mnie pomnik z II Wojny Światowej oraz super widok.

Widać cały Saratów oraz Wołgę. Miazga! Co ja będę tutaj pisał. Patrzcie na zdjęcia 😉

Po sesji forograficznej ruszam na rundę po parku. Pełno tu przeróżnych militarii. Wszystko, dosłownie wszystko! W jednym miejscu znajduję fajną ławeczkę. Pauza na chipsy i uzupełnianie relacji. Nadrabiam 3 zaległe dni. Na razie w notatniku, ale jest! Przed 14.00 ruszam dalej nad Wołgę 😉 A jednak. Zmieniłem szprychę, dopisałem relacje i o 15.00 ruszam dalej 🙂 Zaliczam jeszcze 2 bardzo fajne punkty widokowe ze wzgórza, jakie znajduje się w tym parku. Widok powala! Patrzcie na fotki!

Potem wskakuję na drogę wylotową i opuszczam Saratov. Tutaj pojawia się kolejny rywal. Bardzo mocny, czołowy wiatr. Jadę cały czas 16km/h.. Koniec sielanki 😀 Dotoczylem się jakoś do miasta Dubki. Tam pauza i analizuję dalszą trasę. Wtedy podjeżdża gościu na motorze. Aleksiej. Gadamy dobre 15min. Mówi mi o swoich rowerowych wyprawach z miasta do miasta – 450km 😀

Polecił fajną miejacówkę nad Wołgą, którą trzeba odwiedzić i ostrzegł o braku asfaltu na dalszej części trasy. I faktycznie. Pojechałem i wpakowałem się w fajne wertepy. Do tego jechałem obok nowobudowanego lotniska, więc wszędzie pełno ciężarówek.

Z 10km walki. Potem wskakuję na nową obwodnicę, której nie ma jeszcze nawet na mapie 😀 Pędzę kolejne 10km.

Potem w końcu wbijam na planowaną drogę, która leci do Samary.

Jadę lewą stroną Wołgi, więc cały czas lekkie podjazdy. Do tego ten wiatr. O 20.30 docieram do wioski Jelshanka. Zakupy w sklepie Magnit. Rozbijam się 2km za wioską.

O 21.15 w namiocie. Jez już ciemno. Na kolację zupka z konserwą. Idę spać o 23.00 🙂

Dzień 23 (10.08.2018r.)

Budzik dzwoni o 6.00. Nic sobie z tego nie robię. Grzecznie go wyłączam. Śpię do 7.30 🙂 Wstaję. Toaleta. Potem śniadanie w postaci konserwy i chleba. Do tego oglądam kompromitację Legii z F91 w LE… Masakra. Przegrać 1-2 z LUX. Siedzę na necie do 9.00.

Słonko świeci ale wieje fajny, chłodny wiatr. Dlatego nie jest ciepło, lekko ponad 20 stopni. Wyjątkow mi się dziś nie chce. Do tego wiatr przybiera na sile i będzie wiał idealne w twarz. Namiot spakowany, rower gotowy. Wracam na asfalt i jazda!

Toczę się tempem żółwia – 16km/h. Dopijam resztę wody, podziwiam widoki – ciąg dalszy ogromnych, otwartych przestrzeni. Po pokonanu licznych, małych podjazdów docieram do małej wioski. Jest akurat południe. Zakupy w wiejskim sklepiku, świeże kołaczyki z małej piekarni i pauza na ławce w cienu.

Tam odpalam neta. Patrzę. Info od Aleksieja. Czytam, analizuję. „Za 2h ruszam z kumplem na spływ łódką. Rozbijamy się na nocleg tu i tu (znacznik na mapie). Zapraszamy!” Hmm. Mam do tego miejsca jakieś 15km. Jest 13.00. Hmm. Toć to wyprawa. Przygody muszą być! Wchodzę w to! Powoli turlam się do miejsca przeznaczenia.

Ostatnie 2km to jazda polną drogą. Docieram nad fajne miejace – rzeka, plaża, palenisko, stolik.

Rozbijam się, kąpiel w rzece i czekam. Montuję filmiki na YT i oglądam zdjęcia. Po 3h słysze jakieś odgłosy. Idę nad rzekę. Chłopaki na miejscu! Privet! Pomagam im wydostać się na suchy ląd. Od razu idziemy coś ugotować. Kasza z konserwą + warzywa.

Potem ponownie kąpiel w rzece.

Następnie Ruscy ruszają na zakupy, ja stawiam namiot. Po 1h zmiana, oni stawiają namioty a ja idę złapać trochę Internetu.

Robi się już ciemno. Rozpalamy ognisko i rozmawiamy do 24.00.

Co za historie. Masa wiedzy o Kaukazie i północnej części Rosji (jeden kolega jest archeologiem, drugi pracuje w mleczarni na maszynach). Do tego jeden z nich zimą, na rowerze, przejechał Wołgę z Samary do Saratowa i do Wołgogradu. Masakra! W końcu po północy idziemy spać 😉

Dzień 24 (11.08.2018r.)

Wstajemy o 8.00. A w zasadzie to budzi nas słońce, które coraz bardziej opiera się o namiot. Na początek pakowanie. Potem bierzemy się za śniadanie. Dziś czas na owsiankę i rybę z puszki. Do tego arbuz.

Cały arbuz na 3 osoby! Jemy go ponad 1h 😀 Ale w końcu zwycięstwo! Jednak, nic co dobre, nie trwa wiecznie. Wsiadam na maszynę. Pożegnanie z bardzo miłymi chłopakami i w drogę! Pojechał 🙂

Dziś jedzie się zdecydowanie lepiej. Wiatr jakby mniejszy ale wciąż cała masa małych podjazdów. Do tego ciepło – ponad 30 stopni…

W miasteczku Sennoy pauza na coś zimnego do picia i lody 🙂 W kolejnej fazie trasy mijam okolice miasta Wolsk. Są tutaj fajne pagórki. Zimą można nawet pojeździć na nartach!

Upał coraz większy. Kończy mi się picie. Zapasy uzupełniam w małym, wiejskim sklepiku.

Ależ spokój w tych wioskach.

Czas jakby zatrzymał się tutaj dawno temu. Małe domki, bardzo często drewniane, wszędzie żółte rury z gazem i starsi ludzie siedzący na ławkach przed domem. Tak. To już prawdziwa ROSJA.

Skrótem przez pola, wracam na główną drogę. Polska flaga robi na kierowcach coraz większe wrażenie. Często coś krzyczą, trąbią i dopingują 🙂 Czasem nawet ktoś się zatrzyma 😉 Po kilkudziesięciu kilometrach odbijam z głównej drogi w prawo, do małej wioski nad Wołgą.

Super zjazd i niesamowity widok na tego potwora! Pauza i sesja fotograficzna.

Potem przjazd przez wioskę z fajną cerkwią. Następnie 15km jadę wzdłóż Wołgi. Kilka razy robię pazuę na zdjęcia. Bardzo fajne miejsce.

Ok. 20.00 docieram do celu mojej podróży – Chwalyńsk. Robię zakupy na kolację w sklepie Magnit. 2 słoiki – na bogato. A jak 😀 Potem jeszcze rundka na promenadę, która odziwo jest w bardzo fajnym stanie. Tam znowu dużo zdjęć.

Widać, że trochę to turystczne miasteczko.

Gdy już jest szaro, opuszczam centrum i jakiś 1km za miastem, rozbijam się na łące. Fajne, spokojne miejsce. Na kolację zawartość jednego ze słoików z chlebem + herbatka. Ahhh. To jest życie 😀 Chwila odpoczynku.  Jutro czeka mnie ciężki dzień. Prawie 200km :/ Idę spać o 23.30. Budzik ambitnie ustawiony na 5.00 ?

Dzień 25 (12.08.2018r.)

Echh. Wstaję o 7.00. I już wiem, że to nie będzie łatwy dzień. Na śniadanie Risotto ze słoika. Pakowanie. Ruszam o 8.30. Słonko ładnie daje. A ja tu muszę zrobić podjazd. 6km po szutrze. Czuję się jak w Chorwacji. Ciepło, szuter, podjazd a w tle morze (Wołga) ?

Tempo mozolne ale w końcu osiągam szczyt!

Potem chciałem jeszcze bardziej skrócić, i zaliczam 3km po polenej drodze wzdłuż pola.

Dość!

Przebijam się przez krzaki, rów i wracam na asfalt! 😀 Ale udało się zrobić fajne forki na tle pola słoneczników! Do miasta Syzrań mam jednak więcej kilometrów, niż się spodziewałem.

Gdzieś po 50km mała pauza na przystanku. Słońce ładnie daje.

Potem jeszcze 35km i o 14.00 jestem w mieście. Nawet fajnie tu jest! Fotki i szukanie sklepu.

Akurat po drodze udało się na jeden trafić. Zakupy i potem standardowo obiad pod owym magazinem. Zagaduje mnie jedna Pani. Katja. Jest z Ukrainy (przy granicy z PL) oraz studiowała w Irkucku! Życzy powodzenia.

Po kilku minutach wraca ze sklepu i wręcza mi batona i wodę. Dziękuję! Pamiątkowe zdjęcie. Udaczi! Przed 15.00 opuszczam tą fajną mieścinę. Kolejne podjazdy. A myślałem, że tu będzie płasko. Kolejne kilometry lecą, strzela kolejna sprycha, kolejna pauza na przystanku.

Nie naprawiam tego, nie ma czasu. Jakieś 30km przed Togliatti trafiam na spory korek. Chyba z 15km. Powoduje go zwiężenie autostrady. Mijam kolejne samochody.

Ludzie dopingują. Są TIRy z Polski, Czech, Kirgistanu, Uzbekistanu czy Kazachstanu.  Jadę cały czas w kurzu i spalinach. Esencja jazdy rowerem po Rosji ?

Po 15km korek się rozładował. Ale nie na długo. Przeleciałem przez miasto Żygulowsk i przed wjazdem na zaporę na Wołdzie kolejny korek… Tutaj łapie mnie potrzeba. W ostatniej chwili pakuję się w pobliskie krzaki ? Potem kilka fotek rzeki oraz elektrowni.

Teraz najgorsze. 6km w mega kurzu i spalinach.

Czasem asfaltem, czasem poboczem.

Ale udało się! Jestem w Togliatti!

Jest już po 20.00. Robi się ciemno. Zakładam światła i cisnę przez miasto. Do gospodarza jeszcze tylko 20km. Garmin robi robotę. Togliatti to takie typowo przemysłowe miasto. W tutejsze fabryce Łady, w czasach ZSRR, pracowało tu ponad 100.000 osób! W jednej fabryce! Zmęczony, docieram do gospodarza o 21.30.

Razem z wnukiem czeka na mnie na ulicy! Jest mi bardzo miło! Od razu zaprasza mnie do środka. Dostaję do dyspozycji elegancki pokój, łazienkę i duże łóżko! Szybki prysznic i idę na kolację. Tutaj porządna porcja makaronu, kurczak i saładka z warzyw. Do tego koniak. Potem na deser ciasteczka. Mniam!

Rozmawiamy gdzieś do 23.00. Dużo po polsku, czesku i rosyjsku. Ta rodzina ma dom w Karlovych Varach. Pan kiedyś pracował w Polsce w branży samochodowej. Miał dużą firmę. Bardzo miły wieczór. Wracam do pokoju. Telefon do rodziców, że wszystko ok. Tak gadamy do północy. Potem czas na sen. O tak. W końcu.


Syberia 2018