Tydzień III (Part II) – Rosyjski samogon po raz pierwszy

Ciąg dalszy jazdy na wschód. Czas na pierwsze, naprawdę duże miasto – Woroneż. Pierwszy raz odczuwam ogrom tego kraju. U nas, 500km to wyprawa nad morze przez cały kraj. Tutaj natomiast, takie odległości pokonuje się pomiędzy miastami…

Dzień 19 (06.08.2018r.)

Wstaję standardowo coś po 6.00. O samego rana słońce ostro grzeje. Na śniadanie wcinam słoik fasoli, który sobie lekko podgrzewam. Mniam. Bardzo to dobre 🙂 Coś ok. 8.00 pod mój namiot podjeżdża Lada.

Wysiada z niej Rosjanka i pyta czy wszystko ok i czy czegoś nie potrzebuję. Chyba byli to mieszkańcy sąsiedniej chałupy. Potem już tylko zwijam namiot i ruszam przed 9.00 ruszam przed siebie. Pogoda nie zna litości. Od rana bardzo ciepło. Lecę na miejscowość Anna, do której mam ok. 60km. Tam będzie najbliższy sklep. Gdzieś po trasie, nie ma pojęcia dlaczego, znów strzela szprycha…

Dobry asfalt, zjazd a tu taka przygoda. Na razie nie naprawiam tego, turlam się dalej. Spotykam także parę autostopowiczów. Jadą z Saratowa na Krym.

Dostałem od nich pamiątkowy magnesik 😉

Po południu docieram do wioski Anna. Robię tu dłuższy postój. Kupuję picie oraz zjadam 2 szaszłyki za 120 rubli.

Gdy ruszam, Rosjanka sprzedaje mi jeszcze 4 wypieki z kapustą i jabłkami na drogę. Za 100 rubli. Za plecami robi się ciemno. Goni mnie burza.

Uciekam tak z 20km aż zaczyna padać. Mam farta. Jest przystanek. Chowam się w ostatniej chwili. Mocna ulewa. Do tego nawet grad! Czekam ok. 1h i mogę jechać dalej. Kolejne kilometry to niekończące się proste. Ale widoki czasem powalają.

Do tego te kopcące miemiłosierne Kamazy, które załadowane do granic możliwości pokonują kolejne podjazdy. Ten kraj ma swój klimat 😀

W jednej z wiosek znów pauza. Nadchodzi burza. Czekam 1h i przy okazji naprawiam zerwaną szprychę nr 4. Ostatnie kilometry cały czas myślę o noclegu. Przy fajnym monastyrze uzupełniam zapas wody i rozmawiam z kierowcą busa.

W końcu docieram do małej wioski i rozbijam się w małym gaju obok budynków. Na kolację kisiel i zakupione w Annie wypieki. Standardowo idę spać po 23.00.

Dzień 20 (07.08.2018r.)

Wstaję o 6.30. Na śniadanie ostatni kołaczyk z jabłkiem. Zapasy się skończyły. Składam namiot i jazda.

Ujechałem 500m i pauza pod sklepem na porządne śniadanie. Jogurt truskawkowy, bułka i pasztet. Do tego zapas wody na następne kilometry.

Ruszam dalej na Saratów 🙂 Po 10km pauza na stacji w celu porannej toalety. 20km późnien przebijam się przez większe miasteczko. Nie ma tam nic interesującego poza pomnikiem ku pamięci poległych w II wojnie światowej. Przed tym miasteczkiem, spotkałem trzech motocyklistów z Polski. Pomachali i popędzili dalej. Jadę sobie, jadę, aż tu na stacji za miastem widzę te 3 motory! Od razu podbijam.

Polacy ze Szczecina! Cisną na Kirgistan 🙂 Rozmowa wreszcie po polsku, do tego masa fotek. Przed 12.00 się żegnammy i ciśniemy dalej. Sprawnie wpadają kolejne kilometry.

Raz patrzę, jakiś bus się zatrzymał. Kierowca mnie zatrzymuje. Zbija piątkę. Życzy powodzenia. Sam kiedyś brał udział w maratonie Paris – Brest – Paris!

Tak późnym popołudniem docieram do miasta Bałaszów. Po drodze przekroczyłem jeszcze linię zmiany czasu. Okręg Saratów ma już inny czas niż okręg Woroneż. Od teraz mam 2h różnicy względem domu. Na mieście zakupy oraz podwieczorek na rynku. Małe, przemysłowe miasteczko. Po 18.00 ruszam na ostatnie kilometry.

Gdy zaczyna się ściemniać, pauza na stacji aby trochę się umyć. Tam spotykam fajnego gościa, fotografa, który robi mi fotkę i zaczyna obserwować na Instagramie. Potem jeszcze inny zagaduje. Zbija piątkę i życzy powodzenia.

Rozbijam się 10km dalej obok małej wioski w fajnym lasku. Jest 21.00. Jest internet więc dzwonię do rodziców i brata. Na kolację zupka chińska z konserwą i chlebem. Mniam! Aha. W końcu udało mi się sprzedać mój pulsometr! 😀 Zmęczony, zasypiam przed północą.

Dzień 21 (07.08.2018r.)

Miałem wstać o 6.00. Niestety, taki był tylko plan. Budzę się o 7.30. Dziś w planie ponad 170km, więc jem szybkie śniadanie na zimno. Jakieś 2 kołaczyki i nektaryna. Pakuję namiot i przed 9.00 jestem gotów do drogi. Pierwsze kolometry to znów jazda przez ogromne, otwarte przestrzenie.

Czasem widoki powalają. Jaki ten kraj jest ogromy! Pierwsze 60km przeleciało szybko. Po drodze jedno miłe spotkanie. Zatrzymał mnie Białorusin na Jawie, co jedzie do Kazachstanu. Starszy dziadek. Ale cianął rowno 😀

Fotka i ruszamy dalej.

Wiatr cały czas pomaga 😉 Tak dotarłem do miasta Kalinińsk ok. 12.00.

W końcu jakaś cywilizacja. Od razu odbijam na centrum. Tam zakupy w sklepie Magnit oraz pogawędka z Rosjaninem. Sytuacja jakich wiele. Był zainteresowany skąd i gdzie jadę. Popytał o rower i to tyle. Potem jeszcze szybki zakup kołaczyków w piekarni i można zrobić pauzę w parku. Odpoczywam dobrą godzinę. Zwijam się coś o 13.30. Trzeba ciś!

Kolejne 60km, znowu pola, TIR-y i żar lejący się z nieba. Choć dziś tylko 28 stopni 🙂 Pauza w toalecie na stacji. Na następnych kilometrach mała atrakcja – wypadek samochodowy. Zdarzenia nie widziałem. Tylko 2 rozwalone samochodzy (zapewne czołowe) oraz grupę ludzi.

W końcu odbijam z drogi głównej lekko w lewo, aby od odpowiedniej dla mnie strony wjechać do Saratova.

Tu jedzie się wybornie. W końcu mały ruch.

Gdy do celu zostaje 20km, wpisuję w GPSa adres i podążam za nim. Niby opcja jazdy samochodem, a ten i tak zafundował mi niezłą wyrypę! Dobre 2km po gliniastych drogach. Dobrze, że ostatnio nie padało 😀

Potem jeszcze kilka fajnych skrótów i … No nie :/ Jakieś 2km od celu strzela mi kolejna sprycha. Już nr 5 na tym wyjeździe 🙁 Cała sytuacja ma miejsce na stromym podjeździe, 2km od noclegu… No nic. Łapię złamańca taśmą i lecę dalej. O 20.35 melduję się pod wskazanym adresem.

Telefon i drzwi otwiera mi Katja. Wnoszę rower na 3 piętro. Prysznic, oddaję ciuchy do prania i czekam na kolację 😀 W końcu przychodzi pani gospodarz – Alina z koleżanką. W 4 osoby siadamy do kolacji. Kurczak, kartoszki, ważywa i domowa nalewka 😀 Czego chcieć więcej?

Siedzimy, gadamy i jemy do 23.00. Potem idę spać do pokoju. Montuję jeszcze jeden filmik. Udało się! Zasypiam po północy 😉


Syberia 2018