Tydzień III (Part I) – Witamy w Rosji!!!

Mamy to! Po dwóch tygodniach jazdy przez Ukrainę, w końcu dotarłem do granicy Federacji Rosyjskiej! Czas na nowe wyzwania i spełnienie marzeń! 😉

Dzień 15 (02.08.2018r.)

Chciałem wstać bardzo wcześnie o 5.30. Oczywiście, nic z tego nie wyszło. Wychodzę z namiotu o 7.30. Pierw wizyta w hotelowym WC. Następnie biorę się za gotowanie makaronu na śniadanie. Wyszła solidna porcja 400g. Do tego jogurt, kakao i gotowe. Potem standardowe czynności.

Wyszło tak, iż na trasę ruszam o 9.30. Od razu mały problem. Nie działa czujnik prędkości. Chyba padły baterie. Sprawdzę to później. Cisnę w kierunku granicy. Otwarte przestrzenie, lekkie podjazdy i wiatr. Do tego upał. To potrafi zmęczyć każdego! W miejscowości Yunakivka (do poprawy) wygaję ostatnie hrywny na zakupy. Kupuję głównie picie, duuużo picia! 🙂 Potem już dzida do granicy, na której melduję się o 11.00.

Pierw kontrola po stronie ukraińskiej. Wszystko idzie jak po maśle, aż tu nagle strażnik sprawdzający mój bagaż, pyta mnie o lekarstwa. Pewny siebie, pokazuję mu jakieś polopiryny, węgiel itp. Nagle, znalazł woreczek z czterema tabletkami Ketonalu. Oczywiście nie opisany i nie oznakowany. Co to jest!? Noo, takie tabletki od bólu. Niet, to może być LSD! I ty z tym przez granicę! Chwila dyskusji, tłumaczeń oraz strszenia policją 😀 Ale wszystko w pozytywnej atmosferze 😉 W końcu zabrali tabletki, wbili pieczątkę i pojechałem dalej. 500m pasu ziemi niczyjej.

Fotka obok znaku Rosja i czas na drugą kontrolę.Wypisuję kartę meldunkową, gadam z gościem co pracował w Mirnym i … idę na małe przesłuchanie 😀 Doczepili się do moich fotek na granicy. Sprawdzili telefon, skasowali co trzeba, spisali gdzie jadę, określili mianem ekstremalnego turysty 🙂 Potem jeszcze formalna kontrola bagażu. Wszystko ok. Pieczątka i wjeżdżam do Rosji!!! Udało się!

Nie ma gdzie zrobić pamiątkowych zdjęć, więc wykorzystuję do tego przystanek.

Pauza na stacji, 7-days i ruszam na Kursk o 14.00. Słońce grzeje, wiatr wieje a ja jadę, a raczej się wlokę :p Po drodze bardzo fajne widoki, da się czuć ten ogrom Rosji. Po drodze robię sobie dwie mniejsze pauzy.

W końcu na horyzoncie pojawia się Kursk!

Co z tego, skoro zostało tam jeszcze 30km 😀 Ale jakoś dałem radę! O 18.15 stoję pod znakiem Kursk!

Robię zdjęcia, duuużo zdjęć.

Ostatnia prosta i melduję się u gospodarza. Telefon mi nie działa, na szczęście przypadkowy Rosjanin zgodził się zadzwonić do Dimy. Po chwili, pojawia się on sam. Przywitanie, transport roweru na 3-cie pięro i prysznic! Nareszcie!

Potem chwila odpoczynku i kolacja. O 21.00 pakujemy się do auta i jedziemy na wieczorne zwiedzanie miasta! Super atrakcja.

Zobaczyłem kolorowe fontanny, Plac Czerwony, pomnik Lenina, budynki administracji, pocztę oraz Łuk Triumfalny z pomnikiem gen. Żukowa.

Mówi się, iż Kursk to taki Rzym, ponieważ leży na wielu wzgórzach. W końcu wracamy do domu. Jest po 23.00. Siadamy do herbaty i wina 😀 Spać idę po północy. Jestem totalnie wykończony ale szczęśliwy 🙂

Dzień 16 (03.08.2018r.)

Wstaję o 7.00. Korzystam z neta i wrzucam posta na FB, że jeszcze żyję. Śniadanko i pakowanie. Po 9.00 wsiadamy do mini Vana i ruszamy na miasto. Zakupy, wymiana Euro na Ruble oraz zakup karty SIM do telefonu. Koszt to 300 rubli (prezent od Dimy – DZIĘKI!). Teraz mam internet w całej Rosji – 25GB 😀 Oferta jest ważna miesiąc, potem muszę doładować za kolejne 260 rubli i będzie śmigać 😉

Dobra, mamy wszystko. Wracamy do auta i ruszamy do miasta Prochorowka, gdzie miała miejsce jedna z bitw na Łuku Kurskim. Po drodze piszę zaległe relacje i podziwiam widoki 😉 W końcu docieramy do pierwszego punktu wycieczki.

Jedno z licznych miejsc, poświęconych bitwie. Pomnik, muzeum, rekonstrukcja okopów oraz grupa pasjonatów, która jutro będzie robić rekonstrukcję starć Rosjan z Niemcami.

Tak się złożyło, iż miałem okazję strzelić z jednego z karabinów. Fajne uczucie! 😀

Wracamy do auta i jedziemy dalej. Kolejna pauza tuż przed wioską Prochorowka, w miejscu gdzie znajduje się pomnik upamiętniający tutejsze walki oraz ekspozycja czołgów i dział.

Oglądamy najciekawsze eksponany i ruszamy do wioski, która jest główną atrakcją wykazdu.

Cały kompleks składa się z cerkwi, dwóch muzeów oraz pomników.

Spędzamy tam dobre 2h.

 

Dima oprowaza mnie po muzeach i często coś opowiada. Był w wojsku, więc ma dużą wiedzę o militariach. Na pewno dużo większą niż ja 🙂

 

W końcu mamy wszystko zaliczone.

Zmęczeni, pakujemy się do samochodu i jedziemy na obiad. Pauza w przydrożnej knajpie. Za kotleta z ziemniakami płacę 170 rubli. Potem jeszcze wizyta w sklepie i dzida do domu. O 18.00 jesteśmy w Kursku. Myślałem, że to koniec atarakcji i teraz sobie odpocznę i nadrobię zaległości. Ale nic z tego 😀

Pakujemy się i we dwóch jedziemy do prawdziwej, ruskiej bani! Powiem Wam, wrażenia super! Jak będziecie w Rosji, musicie tego spróbować. Coś zupełnie innego, niż Nasza sauna. I do tego ten rosyjski klimat 😀 Cała wyprawa zajęła nam 2,5h. Po powrocie chwila odpoczynku, kolacja, degustacja rosyjskich piw i o 22.30 idę spać. Zasypiam od razu.

Dzień 17 (04.08.2018r.)

Wstaję wypoczenty o godz. 7.00. Na początek jakieś 30min błądzenia po Internecie. Potem pakuję wszystko fajnie w sakwy. W końcu czas na śniadanie. Dziś kawałek udka z kurczaka, saładka i jakieś słodkości. Do tego bardzo dobra herbata. Niestety, koniec tego dobrego. Trzeba ruszać. Na pożegnanie dostaję magnes w postaci tablicy rejestracyjnej z miasta Kursk. Do tego mały prowiant: 2 udka z kurczaka, chleb, paczka suszonego mango oraz terochę chińskiej herbaty – podobno działa lepiej niż Red Bull 😀 Wynosimy rower na zewnątrz, pamiątkowe zdjęcie i równo o 9.00 ruszam.

Zgodnie z planem 🙂 Kursk zaliczam trasą wytyczoną przez Dimę. Płasko, znośny ruch, dobry asfalt. Na obrzeżach jeszcze małe zakupy po coś słodkiego i w drogę. Trasa nie jest zbyt wymagająca. Czasem lekkie podjazdy, ale wiatr w plecy znacznie ułatwia ich pokonywanie oraz daje kopa na prostych. Po 40km robię małą pauzę na cmentarzu poświęconym Niemieckim żołnieżą poległym podczas Bitwy na Łuku Kurskim.

Kolejne kilometry lecą bardzo szybko. Coraz bardziej daje się we znaki upał, przed którym nie ma ucieczki na tych otwartych przestrzeniach. W końcu kończy mi się picie i uzupełniam zapasy na małej stacji. Sklepów po drodze brak 😀 30min odpoczynku i w drogę. Dziś jedzie mi się bardzo fajnie.

Krajobraz przez całą drogę podobny.

Kilka razy trafiam na remont drogi. Na jednym z takich odcinków strzela mi szprycha. Nie chce mi się jej wymieniać od razu. Jadę dalej.

Ok. 20.00 docieram do wioski Log, gdzie planowałem nocleg.

W drodze do sklepu, zaczepia mnie miejscowy Rosjanin z żoną i dziećmi. Chwila pogawędki. Jest w szoku, gdzy usłyszał o mojej wyprawie. Robimy sobie zdjęcia. Chciał mi nawet dać 50 rubli, ale podziękowałem.

Powiedziałem mu, że jadę na zakupy, a następnie rozbijam namiot nad jeziorem. Do zobaczenia i ruszyłem na zakupy. Pod sklepem zagaduje mnie jakiś starszy koleś. Popytał o rower, pooglądał, nazwał zuchem i odszedł. Ja zrobiłem zakupy i pojechałem nad jezioro.

Tam rozbijam namiot i jest 21.00. Robi się ciemno. Już mam włazić do środka, a tu podjeżdża Rusek 😀 Z uśmiechem wyciąga z plecaka 0,5l samogonu. Echhh… No dobra. Witamy w Rosji 😀 Do tego obowiązkowo zagrycha – ogórki, pomidory i kiełbasa. Ja dorzucam chleb. Tak siedzimy, gadamy i pijemy (z mojej szklanki, bo kieliszków nie było…).

Nikolaj ma dwoje dzieci. I pracuje jako elektryk. W końcu koniec flaszki. Nareszcie! Pożegnanie, daje mi swój numer telefonu i adres. Wchodzę do namiotu. Nawet nie wiem o której zasnąłem 😀

Dzień 18 (05.08.2018r.)

Wstaję o 6.00. Słońce wstaje, robi się ciepło w namiocie. Czuję się tak jakoś niewyraźnie 😀 Nie mam nawet ochoty na śniadanie. Powoli pakuję swój dobytek. Na trasę ruszam wcześnie, bo jeszcze przed 8.00.

Na początek podjazd. Potem zjazd i znowu podjazd. Pocę się nieziemsko. Po raptem 1h jazdy i 15km, robię pauzę obok jakejś kawiarni. Tam spotykam Czecha z Brna, który pracuje tu już kilka lat. W kraju mieszka jego syn, a on wylądował tutaj. W knajpie kupuję Coca-Colę. Następnie się rozkładam i gotuję śniadanie – Risotto ze słoika. Kosztuje 90 rubli a na prawdę można się najeść. Potem Czechowi kupuję piwo – 1l Baltica – bo sam nie może sobie kupić. Szefowa by mu nie sprzedała 😀 Przy okazji naprawiam też zerwaną szprychę w kole. W końcu o 11.00 ruszam w dalszą drogę.

Ujechałem jakieś 30km i skończyło mi się picie. Tak ciepło było. W małym markecie kupuję zapas picia i fajne mleko o smaku truskawkowym. Do tego jakieś kołaczyki. 30min pauzy i ruszam na Woroneż. Przed miastem wpadłem jeszcze na stację Shell, aby się porządnie umyć. No dobra.

Przekraczam rzekę Don i jestem w mieście!

Jadę na centrum.

Tam standardowo Plac Czerwony i pomnik wielkiego przywódcy Lenina.

Następnie odbijam nad duży zbiornik wodny. Tam widać dużo symboli związanych z marynarką – statek i kotwica.

Podobno, w tym mieście car założył pierwszą w Rosji akademię marynarki dawno temu.

Pamiątkowe zdjęcia i jednym z mostów przeskakuję na drugą stronę.

Tam znajduję ławkę w cienu i robię pauzę. Analiza mapy. Już wiem gdzie jechać. Przy okazji zaliczam jakieś eksponaty wojenne. Pełno tu tego oraz pomników. W końcu jestem na wylotówce z miasta.

W jednym z marketów uzupełniam picie i kupuję chleb. Jedzie się super! Fajna droga i wiatr w plecy. Chciałem pociągnąc do 21.00, ale jakoś tak mi się odechciało. Gdy skręciłem na drogę, która prowadzi na Saratów, siły mnie opuściły. Mam dość. Jest 19.30 ale znalazłem idealną miejscówkę obok domu. Ludzi brak ale trawa skoszona. Rozkładam namiot!

Na kolację zupka z chlebem. W końcu mam czas i montuję kolejny filmik na YT 🙂 Do tego Internet śmiga jak należy. Oglądam skróty spotkań z Ekstraklasy. Brawo KSG!! Mamy pierwsze 3 pkt w sezonie! Spać idę po 23.00 🙂


Syberia 2018