Tydzień II (Part II) – Pożegnanie z Ukrainą

To były fantastyczne 2 tygodnie u Naszych wschodnich sąsiadów. Spotkałem mnóstwo życzliwych ludzi. No ale cóż, czas powoli żegnać się z Ukrainą. Rosja już widać na horyzoncie!

Dzień 12 (30.07.2018r.)

Wstajemy po 8.00. Koniec laby. Czas opuszczać Kijów. Na śniadanie jajecznica. Potem pakowanie gratów. Przed 10.00 rozpoczynamy akcję awakuacja. Najpierw kumple wynoszą moje bagaże i rower. Kiedy wszystko jest na zewnątrz, ja przechodzę pod bramkami i wybiegam z akademika. Babusza coś tam zawołała, ale na tym się skończyło 🙂 Ostatnie pożegnanie ze Stasem.

Pakuję sakwy na rower i z Vladem jedziemy na pocztę. Niestety, przesyłka z Polski jeszcze nie dotarła 🙁 No nic. Pożegnanie i się rozjeżdżamy.

Tracę jeszcze 15min na łapanie sygnału GPS. W końcu jest! Opuszczam tę miejską dżunglę. Wracam drogami, które już dobrze znam. Kilka fotek na pamiątkę.

 

 

Majdan

Dniepr

Po 11.00 jestem już na drodze wyjazdowej. Długa prosta i melduję się w mieście Browary. Jest już 12.00, więc robię pauzę w sklepie na zakupy i uzupełniam kalorie. Zjadłem całego Napoleona! Mniam mniam. Dobre to ciasto! Jest bardzo ciepło. Dobrze ponad 30 stopni. Po 13.00 turlam się dalej. Jadę przez otwarte przestrzenie. Płasko, nawet bardzo 😀 Czasem mijam jakąś mała wioskę.

Po drodze mija mnie gościu na motorku. Pozdrawia i życzy powodzenia. 2km później, spotykam go na stacji. Zaprasza mnie na piwo 😀 Siadamy w najbliższej knajpie.

Piwko i dyskusja o życiu, zarobkach i polityce. Tolik to bardzo fajny chłop! Po 30min ruszam dalej. I tak całe popołudnie turlam się do miasta Novyi Bykiv. Melduję się tam ok.18.00. Zakupy, wizyta w WC na stacji. W okolicy jest jeziorko, więc szukam miejscówki na nocleg. Niestety, nic z tego. Jadę pod cerkiew. Tam zagaduję do robotnika. Dwa telefony i jest zgoda! Mogę tu spać!

Grigorij prowadzi mnie za cerkiew. Pokazuje mały budynek gospodarczy. W środku elegancka sofa. Moższesz tu spać! Haraszo! Idealna miejscówa. On zbiera się do domu, ja rozpakowuję sprzęt i gotuję kolację. Kąpiel przy studni, kolacja i krążenie po internecie 😉 Do tego telefon do domu. O 23.00 idę spać.

Dzień 13 (31.07.2018r.)

Dziś pechowa 13. Ale co tam! Wstaję przed 7.00. Chwilę później wraca gospodarz. Ja się pakuję i gotuję makaron na śniadanie. Gdy skończyłem, zaprasza mnie na zwiedzanie cerkwi.

Ma ona już ponad 200 lat! Zaliczamy podziemia, wieżę oraz miejsce, gdzie przebywa tylko pop.

Grigorij naprawia ściany, z których odpadł tynk.

Na pożegnanie dostaję ikony św. Pawła i Piotra. Spasiba i do zobaczenia! O 9.00 ruszam.

Pogoda super. Droga gorszej jakości ale płasko. 25m przewyższenia na 50km 😀

O 12.00, zgodnie z planem melduję się w mieście Pryłuki. Tam zakupy i przerwa w parku na małe conieco. Siedzę tak do 13.15. No ale trzeba jechać.

Ujechałem 2 km, kiedy to w centrum, za światłami zatrzymał mnie Ukrainiec – Igor. Szybka wymiana zdań i dostaję zaproszenie na piwo. Fotki, siadamy w knajpie. Ogłosił Nasze spotkanie na grupie i po chwili zjechało się jeszcze dwóch delikwentów! W takim składzie pijemy piwo, jemy lody i pizzę oraz dyskutujemy. I tak zleciało 90min.

Ruszyłem się dopiero o 15.30. Po drodze jeszcze wymieniłem w banku 10€ na 311UAH. Muszę przyznać, bardzo mili są tu ludzie na Ukrainie! Teraz czeka mnie 80km walki. Droga dużo bardziej pofalowana. No ale trzeba ciś!

Już po zachodzie słońca o 20.30, melduję się w centrum miasta Romny. Zakupy w EKO Markecie, pogawedka z chlopakami pod sklepem i jazda szukać noclegu. Jest już prawie ciemno.

W końcu mam! Jakiś ośrodek nad rzeką. Wbijam. Tam grupka ukraińców ma imprezę. Od razu zagadują. Dają dwa kieliszki samogonu, zagrychę i pamiątkowe foto. Krótka ale miła przygoda! Potem zagaduję do szefowej obiektu. Śmiało mogę rozbić tu namiot. 15min i mam gdzie spać. Potem jeszcze kąpiel w rzece, piwo i szybko zasypiam po 23 00.

Dzień 14 (01.08.2018r.)

Wstaję o 7.00. Poranna toaleta, kąpiel w rzece i makaron na śniadanie. Potem 1h pisania zaległych relacji. Dziś bez filmu. Nie ma czasu kiedy go zmontować 🙂

O 9.00 zaczynam się pakować. Ruszam standardowo o godzinie 10.00. Nie wiem, jak kiedyś potrafiłem być w trasie już o 7.00. No cóż, starość nie radość 😀 Za miastem czeka na mnie pierwsza przygoda. Długa prosta, droga trochę dziurawa i tu nagle trach! Stało się! Pierwsze szprychy zerwane! I to nie jedna a od razu dwie. Oczywiście obie z tyłu. Od razu podjeżdżam na najbliższy przystanek. Tam w towarzystwie Ukraińca oczekującego na autobus, wykonuję niezbędną naprawę. Zajmuje to jakieś 45min. Zdenerwowany udaję się do najbliższego sklepu. Tam lody, zimna Coca-Cola i 30min odpoczynku. Końcowy efekt jest taki, iż ok. 13.00 mam przejechane jakieś 20km ? No ale co tam. Bidony zataknowane – JAZDA!

Następne kilometry wpadają sprawnie. Koło jedzie jak nowe. Robię mało przerw. Widoki jednostajne, czasem jakiś mały podjazd. Późnym popołudniem moim oczą ukazuje się w oddali miasto Sumy.

W końcu! Kieruję się na centrum. Szybka pauza na stacji, aby odwiedzić toaletę. Gdy wracam, zagaduje fo mnie Ukrainiec, który pracował w Polsce – w RYBNIKU!!! Toć to rzut beretem z Godowa 😀 Tak daleko, a jednak tak blisko.

Chwilę później kolejne spotkanie. Tym razem starszy kolarz. Obowiązkowe 5min na rozmowę. Biegł kiedyś maraton w Warszawie. Następny etap to przejazd przez bardzo fajny park nad rzeką. Robię tam 15min pauzy i zjadam resztki zapasów.

Jest już 17.30. Jeszcze szybki przejazd przez centrum miasta. Bardzo fajne, charakterystyczne. Teatr, park, wielki plac. W końcu zatrzymuję się pod sklepem. Uzupełniam zapasy jedzenia i picia + woda do ugotowania kolacji. 18.30. Trzeba jechać. W planie jeszcze ok. 35km.

Gdy opuszczam miasto, ukazuje mi się kolejny fajny widok na jego zabudowania. Potem już tylko pola i lasy. Do tego jeden odcinek fajne wyremontowanej drogi. Lekko po czasie, tuż przed 21.00 docieram w zaplanowane miejsce. Na mapie znalazłem tam hotel nad jeziorem. Zagaduję gospodarza, czy mogę się rozbić nad jeziorkiem. Nie ma problemu! Zapraszam! Okazało się, iż mówi po polsku! 😀 W ciszy rozkładam namiot na tyłach hotelu. Supet miejsce! Jak tu spokojnie. I ile gwiazd na niebie! Jeszcze tylko kąpiel w namiocie i zupka na kolację. Ahhh. Idealny nocleg na pożegnanie z Ukrainą. Lepiej trafić nie mogłem 🙂 Zasypiam w okolicy północy.

 


Syberia 2018